Ryby

24.07.2011

Dzisiaj cały dzień padało i nie było prądu. Nie mieliśmy co robić, więc cały dzień przespałam. Dolina była pokryta gęstą mgłą, a szczyty gór schowały się w chmurach. Wszyscy chyba trochę się wynudzili. To była niedziela, więc gospodyni domu ładnie założyła odświętne ubranie i zdjęła chustkę z głowy. Gospodarz nie poszedł do pracy tylko cały dzień spędził z rodziną. Babuszka siedziała na ławie i mieszałą mleko w ogrmonym słoju, z którego prawdopodobnie miał powstał kefir. Przy tym cały czas odganiała kota, który co jakieś piętnaście minut znowu zakradał się do izby. Na obiad jedliśmy bardzo smaczne gruzinskie pierożki- Chingari, z farszem z bulionu, drobno zmielonego mięsa, z dodatkiem grzybów i cebuli. Napiliśmy się z gospodarzem domu domowej roboty koniaku, któy w smaku przypominał rum. Zagryzaliśmy go arbuzem i tutejszymi naktarynkami. Wszyscy siedzieli i grzali się przy piecu. Zdecydowaliśmy jednak, że nie chcemy zakłócać ich rodzinnego spokoju, zwłaszcza, że był to jedyny dzień kiedy ojciec był w domu. Poszliśmy na górę do naszego pokoju i większośc popołudnia przesiedzieliśmy w łóżkach. Paweł palił swoją fajkę, ale wyglądało to jakby wcale nie lubił jej palić i po kilku minutach przestał. Tego wieczora wcześnie byliśmy w łóżkach.
To dziwne, że kiedy dłużej śpię w jednym miejscu, to łóżko staje się coraz mniej wygodne. Zawsze tak miałam i tutaj jest tak samo. Może to znak, że czas ruszać dalej?? Och, żeby te wizy były jak najszybciej…

25.07.2011

Mielismy bardzo urozmaicony dzień. Byliśmy na rybach! Nauczyłam się jak prawidłowo zarzucać sieci. Używaliśmy niewielkiej okrągłej sieci z ciężarkami, którą z zamachu wrzucało się do rzeki tak aby opadła rownomiernie, równocześnie trzymając za przytwierdzony do niej sznurek. Następnie od razu się ją wyciągało. Chodziliśmy po okolicznych mokradłach, gdzie były jeziorka i niezbyt głębokie strumienie. Wszystko porastała soczysto zielona trawa, woda była nieskazitelnie czysta, a małe drzewka gdzie niegdzie rzucały swój przyjemny delikatny cień. Poznaliśmy przyjaciół Quenty- Ekę i Zurra, który uczył nas jak zarzucać sieć. Każdy oprócz Pawła próbował łowić, ale nie było to łatwe. Zamiast łowić wszyscy zaczęli się wygłupiać a potem pływaliśmy w małych jeziorkach, któe się utworzyły w zagłębieniach miękkiej gleby. Woda była zimna i zabłocona ale my i tak mieliśmy ubaw. Koniec końców złapaliśmy jedną mała rybę, a tak dokładniej to dokonał tego Zurra, i z naszą zdobyczą wróciliśmy do domu. Gospodyni nam ją upiekła i podała na talerzu, co wyglądało komicznie, bo ryba była na prawdę mała. Jak już zmieniliśmy ubrania na suche i posililiśmy się pysznym rosołem z dodatkiem warzyw i kolendry, poszliśmy z Pawłem pograć w badmingtona na jednej z pobliskich łączek. W naszej grze dodatkowym utrudnieniem były liczne krowie placki i trzeba było mieć się na baczności zby w żaden nie trafić. Wieczorem wzięliśmy prysznic u sąsiadów. Porąbałam trochę drewna na opał, odkrywając, że ta praca bardzo skutecznie uspakaja i daje ujście negatywnym emocjom. Zajrzałam też do naszego psa- Pari, ponieważ trochę się o nią martwiłam. Ostatnio każdej nocy wyłą i skomlała, więc chciałam sprawdzić czy czasem coś ją nie boli. Wyglądała na szczęśliwą i chętną do zabawy, więc rozwiała moje troski. Gospodarz wieczorem przyszedł pokazać nam dwa małe kociaki. Były urocze i jeszcze bardzo młode. Ich matka spała sobie smacznie w stodole.

Leave a Reply