Mestia

22.07.2011

Dzisiaj pojechaliśmy na wycieczkę do pobliskiego miasta- Mestia. Przyjechał po nas wujek Marie i wszyscy wpakowaliśmy się do jednego terenowego samochodu- Paweł z przodu, ja z Quentą, Leti i Marie z tyłu. Ledwo co się tam wszystkie mieściłyśmy, a szczególnie ja, która byłam największa i najwyższa i chyba zajmowałam najwięcej miejsca. Było całkiem śmiesznie kiedy wszystkie podskakiwałyśmy na wyboistej drodze. Kierowca świetnie radził sobie na wszelkich wertepach, znakomicie omijają nie tylko kamienie oraz ciężarówki na niebezpiecznych serpentynach, ale również wbiegające mu pod koła świnie, krowy, kury i kaczki. Kiedy dotarliśmy do Mestii, zauważyliśmy, że pełno tam turystów. Prezentowali się trochę nieciekawie. Wyglądali na zmęczonych i szwędali się w kółko bez celu. Cały czas zadawałam sobie pytanie- czy y też takie robimy wrażenie? W parku widzieliśmy nawet parę Polaków z rowerami obładowanymi niewyobrażalną ilością sakw. Paweł był nimi zachwycony. Przedpołudnie spędziliśmy na oglądaniu ruin starych fortów i spacerowaniu po mieście. Nie byliśmy w stanie ocenić, czy miasto nam się podoba czy nie, bo wszędzie był remont. Biuro informacji turystycznej było ledwo co ukończone, tak samo jak park w centrum miasta i cała reszta.
Po południu chcielismy wziąć prysznic. W tym celu musieliśmy się udać do sąsiadów, bo nasi gospodarze niestety takiego udogodnienia nie posiadali. U sąsiadów z kolei był pełny luksus, ciepła woda i czysta łazienka. Okazało się, że oni też przyjmują turystów, a syn gospodarza domu jest przewodnikiem. Był na Elbrusie, Ushbie i kilku okolicznych szczytach. Kiedy wróciliśmy, zjedliśmy kolację i poznaliśmy głowę rodziny- Ojca, który właśnie wrócil z pracy na budowie kolejnego hotelu. Można było zauważyć, jak rodzina cieszy się z jego powrotu i wydawał się sympatyczny. Tamtego wieczoru również zapoznałam się z krowami i nawet nauczyłam się je doić, chociaż moje tempo dojenia w porównaniu do gospodyni było dosyć żałosne. Widziałam też małe kurczaki, które głośno piszczały jeśli tylko oddalały się na więcej niż na centymetr od kwoki. Po miłych pogaduszkach na werandzie, tamtego wieczoru poszliśmy spać w dobrych humorach.

Leave a Reply