Hotel

Pierwszym miastem na naszej drodze było Batumi. Po tym wszystkim co widzieliśmy na granicy, byliśmy w szoku. Miejsce wyglądało niczym Las Vegas! Wszystko było nowoczesne i kolorowo podświetlone. Przy wybrzeżu, wzdłuż ogromnego bulwaru, mieniły się fioletowo- zielone palmy, a pośród nich purpurowe światło roztaczały tryskające w niebo fontanny. Zaraz po drugiej stronie znajdował się park z różowymi i lawendowymi ozdobnymi światłami na kształt kolumn. Następnie kilka hoteli, liczne kasyna, fontanny i jeszcze więcej fontann. Wszystko świecące, kolorowe i dające zapowiedź wspaniałej rozrywki. Mijaliśmy grupki młodych ludzi zmierzających na imprezy, cały czas skądś dochodziła muzyka. Szybko przejechaliśmy przez tą mekkę nocnego życia. Potem wjechaliśmy już tylko na asfaltową drogę pełną zakrętów i od góry odgrodzoną rozłożystymi konarami drzew. Te drzewa w Gruzji to ciekawa sprawa, bo są zupełnie inne niż typowe europejskie drzewa. Te gruzińskie są gęstsze, egzotycznie rozłożyste  i soczyście ciemnozielone.

Kiedy tak jechaliśmy, był już środek nocy i wszędzie strasznie ciemno. Nawet główna droga nie była oświetlona, więc trochę spanikowałam kiedy wjechaliśmy w mniejszą ciemną szutrową drogę za torami. Przecież mieliśmy jechać do Tbilisi?! Podczas gdy krążyliśmy po dzielnicy pełnej barów, w których wyzywająco ubrane dziewczyny zaczepiały gości przy stolikach, próbowałam zorientować się gdzie jesteśmy.W mroku można było dostrzec grupki pijanych mężczyzn i krzyczących coś po gruzińsku chłopców. Aleksander wydawał się niepewny tego gdzie jedzie, dodatkowo cały czas wydzwaniał do kogoś, pytając o drogę. Samochód podskakiwał na wybojach, a my nie mieliśmy pojęcia co nas czeka. Moja wyobraźnia zaczęła pracować. Po dzielnicy szwendali się w większości mężczyźni, panowała ciemność, tylko co jakiś czas kolorowe światła w małych okienkach. No pięknie! Przecież nawet nie mamy pojęcia gdzie jesteśmy! Co jak się okaże, że Aleko wcale nie ma dobrych zamiarów? Co jeśli właśnie mnie wiozą do jakiegoś gruzińskiego burdelu??? Zatrzymaliśmy się przy pustym parkingu, za oknem nic nie mogliśmy dostrzec, Aleko ponownie zadzwonił, a potem wjechaliśmy w najciemniejszą z ciemnych uliczek, kończącą się wielką żelazną bramą. Samochód zahamował w ciszy, nikt z nas się nie odezwał, po czym przez otwiertą bramę, wjechaliśmy w czarną noc. Aleko wysiadł z samochodu i przywitał się z jakąś kobietą, po chwili wrócił i zaparkował. Byłam przerażona i zażądałam od Pawła, żeby go spytał gdzie jesteśmy. Aleko odpowiedział jednym słowem-  “Hotel”. Faktycznie nad wejściem budynku widniał napis “Hotel”, a za bramą stało kilka drogich samochodów. Panikując najmniej jak mogłam, wysiadłam i przywitałam się z nową znajomą. Przedstawiono nam ją jako siostrę Aleko…

… i była na prawdę miła. Pokazała nam pokój, przyniosła ogromne chaczapuri i życzyła spokojnej nocy. “Ale byłam głupia” pomyślałam, śmiejąc się w duchu z samej siebie. Jednak tej nocy spałam niepewnie. Głównie dlatego, że nigdy wcześniej nie myślałam o ewentualnym przykrym finale naszych przygód. Zawsze pozytywnie patrzyłam w przyszłość i ufałam wszystkim napotkanym ludziom. I tu chyba nie chodziło w gruncie rzeczy o to, żeby nie ufać, ale żeby zachować jakąkolwiek ostrożność i w miarę możliwości unikać sytuacji, w jakiej znaleźliśmy się wczoraj. Dlatego że mogą one zestresować nie tylko nas samych, ale i naszych kierowców. Brak zaufania można było niemalże wyczuć w powietrzu, a mimo to nie podjęliśmy żadnych starań na wyjaśnienie sytuacji. Zapewne byliśmy nieziemsko zmęczeni, ale powinniśmy znaleźć sposób na lepszy kontakt z Aleko i swobodnie pytać go o wszystko co nam się wydawało “podejrzane”, bo przecież on z pewnością też czuł, że mu nie ufamy.

Następnego ranka czekało na nas śniadanie w dużej zielonej altanie otoczonej kwiatami. Cała atmosfera wczorajszego wieczora prysła w brzasku ciepłego dnia. Sam hotel był położony nad brzegiem Morza Martwego, w niezwykle malowniczej okolicy. Siostra Aleko dosyć dobrze mówiła po angielsku, więc wyjaśniła nam całą sytuację. Prosiła abyśmy nie czuli się skrępowani gościnnością Gruzinów, a to że jej brat nas wszędzie zaprasza, to rzecz normalna i w ten sposób chce nam pokazać swój kraj. To prawda, że Gruzini są niezwykle dumni z Gruzji i zarazem niezmiernie gościnni. Teraz przeszył nas  wstyd, że wczoraj zabrakło nam zaufania. Postanowiliśmy kontynuować naszą podróż z Aleko i cieszyć się z tego, że chce pokazać to, z czego każdy Gruzin jest taki dumny- swojej pięknej Gruzji.

One thought on “Hotel”

  1. Pingback: Norwegia

Leave a Reply