Gruzińska duma

Siedzimy w dusznym pokoju hotelowym w Tbilisi, który wynajął nam Aleko, a raczej szwendamy się z kąta w kąt. Nudy, nudy, nudy…  Nie wiemy o której i czy w ogóle Aleko nas odbierze…Po wydarzeniach z wczorajszej nocy, nasze relacje na pewno ulegną pogorszeniu. Dlaczego? Już mówię:

Wczoraj Aleko i jego kuzyn Levan mieli nas odebrać o 14 z hotelu, jednak spóźnili się i przyjechali o 17. Kiedy już się zjawili, byliśmy bardziej w nastroju do spania niż do imprezowania, ale grzecznie z nimi pojechaliśmy. Po drodze dołączali do nas ich przyjaciele. Do naszego samochodu dosiadł się Gia- śmieszny Gruzin z ogromnymi jasnobrązowymi oczami. Potem spotkaliśmy się ze srebrnym Volkswagenem, w którym siedziała reszta znajomych. Z radia wrzeszczały rosyjskie piosenki, których text nasi towarzysze znali na pamięć, a nasz samochód pędził gdzieś pomiędzy pagórkami, co chwila zatrzymując się, aby porozmawiać z tym drugim. Na tylnym siedzeniu volkswagena siedziały dwie dziewczyny, więc ucieszyłam się, że w końcu nie muszę przebywać w towarzystwie samych mężczyzn. Po krótkim czasie dojechaliśmy do restauracji o nazwie Eurazja. Zaraz za budynkiem znajdował się mały park, gdzie pod drzewami ustawiono długie stoły i plastikowe krzesła ogrodowe.

Zasiedliśmy do stołu.Na początku było trochę drętwo, bo nikogo nie znaliśmy, a nasze nowe znajome, pomimo, że umiały mówić po angielsku, w ogóle się nie odzywały i prawie nic nie jadły. Miałam nadzieję, że sobie z nimi pogadam, ale wydawały się niedostępne na swoich wysokich obcasach, w obcisłych krótkich sukienkach, mocnym makijażu i ułożonych włosach. Ponadto, były sporo młodsze od większości mężczyzn, co było trochę dziwne. Jednak kiedy na stole zaczęły pojawiać się pierwsze potrawy, przestałam się nimi przejmować i zaczęłam moją ucztę! Było wszystko czego dusza zapragnie. Setki rodzajów mięs- mielone, w kawałkach, grillowane, duszone, kotlety, burgery, kebaby, szaszłyki, grillowane warzywa, świeże warzywa posypane kolendrą nadającą ten charakterystyczny zapach gruzińskim potrawom, grzybki, pieczona wątróbka, chleb, sery- białe, żółte, słodkie i słone, chaczapuri, pierożki i oczywiście różne rodzaje alkoholu. Siedzieliśmy na samym końcu stołu, zaraz na przeciwko mnie siedział Gia, ciągle spoglądają tymi swoimi ogromnymi zdziwionymi oczami, po lewej Paweł, po prawej kolega, któremu cały czas spadały spodnie i miałam widok na najbardziej owłosiony tyłek świata, zaraz dalej Aleko, dziewczyny, jeszcze jakiś znajomy i na drugim końcu Levan, ze swoją blond dziewczyną, Sali. Znaleźliśmy się akurat w tej części stołu, która piła najwięcej. Sęk w tym, że na gruzińskiej suprze nie wypada odpuszczać nawet jednego toastu, w wyniku czego można bardzo szybko się upić. Mój sposób na to był prosty- jeść jak najwięcej i najlepiej jak najtłustsze potrawy tak, żeby żołądek się nie zorientował, że zostają w niego wlewane hektolitry alkoholu. W taki o to sposób, jedząc kilogramy mięsa, po powrocie z Gruzji, sama zyskałam kilka kilogramów. Muszę jednak powiedzieć, że było warto, bo picie z Gruzinami to sama przyjemność, a nigdy nie zaskarbi się tak ich życzliwości tak, jak pijąc z nimi na suprze. Na tamtej suprze piliśmy 70 % gruzinską czaczę. Nasze szklanki do wódki miały rozmiar normalnych szklanek, raczej takich do herbaty, niż do 70 procentowego trunku, więc po kilku toastach, wszyscy już byli nieźle wstawieni. Dalsza część stołu powoli dołączała do zabawy, pijąc spokojnie wino, którego i my spróbowaliśmy. Ogłaszano toast za toastem, aż w pewnym momencie, co piątą szklankę zaczęłam dyskretnie wylewać pod stół, żeby nie urazić gospodarzy. Wszyscy zrobili się bardziej zrelaksowani, nawet dziewczyny powiedziały parę słów po angielsku, padło kilka żartów, ktoś coś zaśpiewał i były toasty, setki toastów. Był toast za kobiety, za mężczyzn, za zmarłych, za Boga, nawet za moją siostrę, której zdjęcie spotkało się z powszechnym zachwytem. Paweł nie chciał za dużo pić, tłumacząc się tym, że nie chce pamiętać Gruzji przez alkoholową mgłę, ale mnie się bardzo podobała ta biesiada. Podzielałam ich zamiłowanie do alkoholu i nie zamierzałam odstawać od reszty. Wszyscy namawiali Pawła do picia czaczy, ale on obstawał przy swoim piwie. To ich trochę zbiło z tropu, bo według gruzińskiej tradycji nawiązywanie przyjaźni jest szczególnie związane ze wspólnym piciem. Kiedy z Aleko wznosiliśmy kolejny toast, Paweł w końcu dał się przekonać do wypicia specjalnego drinka, czyli kufla piwa z wrzuconym do środka małym kieliszkiem czaczy, na raz. Paweł przyjął wyzwanie i wypił kufel za jednym zamachem, na końcu głośno bekając. Wszyscy zaczęli się śmiać, ale po ich twarzach zauważyłam, że chyba nie uważali tego za szczyt kultury. Było mi trochę wstyd za jego zachowanie, bo nawet sam Aleksander coś później wspominał o jego braku wychowania. Uczta toczyła się dalej, jedliśmy i piliśmy do upadłego. Byłam tak pełna, że musiałam podziękować za deser, którym były kartony pełne lodów na patyku. Jeden z nich trafił do siedzącego na przeciwko mnie Gia, który szczęśliwy jak dziecko zajadał się nimi, przewracając swoimi dużymi oczami. Kiedy już wszyscy byli w radosnych nastrojach, mężczyźni wstali od stołu i przynieśli kwiatki kobietom, dostałam dwa, w tym jeden od Aleko, który chyba uznał mnie za swojego ulubionego kompana do picia. Potem był czas na zdjęcia i wsiedliśmy do samochodów, gotowi na dalsze atrakcje wieczoru..

Co prawda wypiliśmy dużo, ale świeże powietrze i ilość jedzenia zahamowały efekt alkoholu. Przynajmniej u mnie, bo Paweł jak tylko weszliśmy do samochodu rozgadał się, zafascynowany, że nowo poznane dziewczyny potrafiły jednak mówić po angielsku. Nie słuchałam za bardzo ich rozmów, potem dowiedziałam się, że Paweł pytał Sali, może za nadto otwarcie czy Levan na prawdę ma dwie żony i czy w ogóle przebywa legalnie w Gruzji. Levan sam o tym wspominał poprzedniego wieczora, kiedy razem z Aleko wzięli nas na przejażdżkę dorożką po Tbilisi. Dowiedzieliśmy się wtedy, że pracuje dla gruzińskiego rządu, głównie za granicą, że pochodzi z gór i skończył uniwersytet w Stanach i w Anglii. Faktycznie, nie byliśmy pewni czy mówi prawdę, ale biorąc pod uwagę kim jest ojciec Aleko (z tego co nam tłumaczył to kimś wysoko postawionym w rządzie gruzińskim) i ile mają pieniędzy, to nie było tak trudno w to uwierzyć. Czasami nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że jesteśmy częścią rządowej propagandy, która ma za zadanie promowanie Gruzji wśród obcokrajowców, ale nawet jeśli, to nie przywiązywałam do tego wagi po tym jak uczynni i gościnni byli ludzie, którzy nas tutaj przyjęli. Tamtego wieczora wszyscy byli trochę wstawieni, nawet dziewczyny później nas dogoniły. Sali już nie potrafiła prosto chodzić w swoich błyszczących szpilkach, a reszta zrobiła się bardzo gadatliwa. Paweł był bardzo ochoczy do rozmowy ze wszystkimi dziewczynami i rozmawiał z każdą z nich po kolei. Pojechaliśmy na szczyt jednego ze wzgórz otaczających Tbilisi, na którym stała mieniąca się złoto czerwonym blaskiem wieża, podobna do wieży Eiffla. Jej ciepłe światło górowało nad miastem. Zaparkowaliśmy tuż przed szczytem. Musieliśmy się na chwilę rozdzielić z Levanem i Aleko, którzy jak zawsze pojechali załatwiać jeden ze swoich ‘biznesów’, a my z resztą wesołej gromadki ruszyliśmy pod górę. Paweł wyjątkowo interesował się dziewczynami, co wzbudzało podejrzliwe spojrzenia mężczyzn, którzy raczej zwykli przebywać w swoim własnym towarzystwie. On niczym się jednak nie przejmując, teraz już rozmawiał z kolejną, dziewczyną idącego razem z nami kolegi. Swoim zwyczajem zadawał mnóstwo pytań, a ja zazwyczaj mniej gadatliwa, jak zawsze siedziałam trochę nieśmiało i czasami dorzucałam coś do rozmowy. Nie mam zbyt dużych zdolności prowadzenia konwersacji, a szczególnie z ludźmi, którzy nie wykazują do niej chęci. Grupka z wczorajszej nocy nie była rozmowna, po prostu cieszyli się muzyką, alkoholem i swoim towarzystwem. Na samej górze było coś w rodzaju wesołego miasteczka, kilka mniejszych karuzeli otaczających podświetlony wielki młyn. Z tarasu widokowego zaraz obok, było widać światła całego miasta. Dokoła nas skakało całe mnóstwo wielkich świerszczy, w świetle lamp widać było tylko cienie ich skrzydeł, co sprawiało, że wyglądały jak ważki, albo ogromne przezroczyste motyle. Przy barze przy którym siedzieliśmy zabrzmiały dźwięki gruzińskiej muzyki. W zasadzie była to budka z kilkoma plastikowymi stołami rozstawionymi pod żółtymi parasolami. Niektórzy zaczęli tańczyć coś w rodzaju gruzińskiego tańca, inni wesoło podskakiwali na swój własny sposób. Nie trwało to długo, bo zaraz musieliśmy wracać. Idąc pomiędzy drzewami, których pnie zdobiły złote lampki starają się omijać skaczące po asfalcie świerszcze, zastanawiałam się, gdzie przepadł Aleko ze swoim kuzynem. Nie rozmawiałam wiele z Pawłem, tym razem wciągnęła go rozmowa z jedną z dziewczyn o imieniu Tamo. Kiedy dotarliśmy na parking, powiedziano nam, że Aleko i Levan są w Cafe Flowers, tej samej kawiarni, którą odwiedziliśmy poprzedniego wieczora, położonej na przeciwległym wzgórzu miasta. Razem z Tamo i Gruzinem, który był nią wyraźnie zainteresowany wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy do Cafe Flowers. Przy stoliku siedzieli Aleko i Levan rozmawiający przez telefon. Zamówiłam gruzińskie czerwone wino a Paweł gruzińską herbatę, która okazała się być wyjątkowo dobra. Tamo pojechała do domu, mówiąc, że jest zmęczona, Levan poszedł ją odwieżć. Potem stało się coś dziwnego, bo Levan wrócił, ale ze wszystkimi dziewczynami i razem z Alekiem i pozostałymi, zaczęli o czymś rozmawiać po gruzińsku. Kiedy Paweł zapytał o czym mówią, Levan niezbyt sympatycznie odpowiedział, że o ich ‘biznesie’. Na to Paweł stwierdził, że wie co nieco o ich biznesie, ale tamten nie chciał go słuchać i zarzucił mu, że jest pijany. Widziałam wtedy, że atmosfera jest nieciekawa, ale sama dużo wypiłam i byłam w swoim świecie, pogrążona we własnych myślach. Pomimo niedokończonych drinków i cappuccino, wszyscy oprócz Aleko wstali i oznajmili, że idą do domu. Levan miał ich odwieźć i wrócić po nas. Czas się dłużył. Siedzieliśmy patrząc na piękny widok z tarasu kawiarni i od czasu do czasu o czymś rozmawiając. Kiedy Aleko już zaczął zasypiać, w końcu zjawił się Levan i zapakowaliśmy się wszyscy do auta. Nie minęło pięć minut i rozpętała się burza. Levan jako jedyny dobrze mówiący po angielsku, tłumaczył nam, a w zasadzie Pawłowi, że nie życzy sobie, żeby wypytywał jego przyjaciół, o to kim są on i jego kuzyn. Mówił, że jako ich goście, jesteśmy postawieni najwyżej w kręgu ich przyjaciół, a nie umiemy tego docenić. Krzyczał, że im nie ufamy, że przedstawiliśmy ich w bardzo niekorzystnym świetle, pytając wszystkich kim są i co robią. Miał w sumie rację, Paweł zdecydowanie przesadził. Zarzucali mu również z A., że przystawiał się do ich dziewczyn. Nie wiem czy Paweł się ‘przystawiał’, ale będąc w obcym kraju powinien być bardziej ostrożny. Tym bardziej jeśli, jak twierdził, interesował się Gruzją od dłuższego czasu, powinien wiedzieć, że tutejsze kobiety traktuje się zupełnie inaczej niż w Polsce. W Gruzji do nieznajomej kobiety, mężczyzna odzywa się bardzo mało i to głównie ze względu na szacunek. Gruzini są bardzo dumni i łatwo ich dumę urazić. Definitywnie jako mężczyzna trzeba sobie najpierw zaskarbić szacunek płci męskiej i zasłużyć na akceptację z ich strony, żeby móc rozmawiać z ich kobietami. Kobiety również pełnią inną rolę w społeczeństwie, bardziej trzymają się w swoim własnym gronie i mają inne tematy do rozmów. Jedyna okazja na lepsze poznanie kobiety to małżeństwo. W takich okolicznościach, nic dziwnego, że zachowanie Pawła wydawało im się zbyt śmiałe. Paweł zupełnie nie wyczuł sytuacji i naiwnie wierzył, że przyjaciele naszych gospodarzy’ nie będą mieli nic przeciwko zeznawaniu na temat szczegółów z ich życia. Co lepsze, prosił ich, aby absolutnie nic nie mówili kuzynom, że o nich wypytywał! Cóż za naiwność, nie mogłam w to uwierzyć! Nie dziwiło mnie, że naszym znajomym puściły nerwy i byłam zdenerwowana, że również ja zostałam w to wciągnięta, czy tego chciałam czy nie. Levan był przekonany, że Paweł jest pijany, czemu on usilnie zaprzeczał. Nie mogłam uwierzyć, że byłby tak nietaktowny i naiwny na trzeźwo! Kiedy zatrzymaliśmy się przed hotelem, wszyscy byli nieźle wściekli. Paweł najpierw próbował się bronić, a później zrobił jedyne co mu pozostało, czyli przeprosił. Ja również przepraszałam. Za niego. Wiedzieliśmy, że teraz to pewne, straciliśmy ich zaufanie. Wróciliśmy do pokoju całkowicie przygnębieni, bo wiedzieliśmy, że już nie będzie tak jak wcześniej.. Paweł był zdruzgotany, siedział na łóżku i długo patrzył się w ścianę, ja byłam tylko wkurzona…

Leave a Reply