Granica

Przejście graniczne między Turcją a Gruzją przypominało scenerię jak z filmu sensacyjnego. Było już dawno po zachodzie słońca i wokół panowała ciemność. Wszystko zaczynało się  od długiego tunelu, w którym tłoczyły się ciężarówki. Prowadził on aż do granicy wyznaczonej przez metalowy ozdobiony kolczastym drutem płot, z którego wystawały gdzieniegdzie budki celników. Cały obrazek dopełniały liczne małe grupki Turków palących papierosy, prowadzących rozmowy, opartych o samochody i obserwujących w ciemności nadjeżdżające samochody. Panował ogólny chaos. Wyszliśmy na zewnątrz z ledwością omijając ogromne kałuże, nic nie było widać, podeszliśmy do jednej z budek- druga była przeznaczona dla niekończącego się sznura ciężarówek. Aleksander przepchał się przez grupkę ściśniętych ludzi tworzących niepewną kolejkę i podał nasze paszporty komuś w okienku. Strażnik przy oglądaniu mojego dokumentu powiedział coś po gruzińsku, na co Aleko zażartował, że nie chcą mnie wpuścić do Gruzji. Zostaliśmy przepuszczeni przez pierwszą kontrolę i wjechaliśmy jeszcze dalej w tłum ludzi. Tam czekał na nas nieoficjalnie ubrany mężczyzna, który wymienił parę słów z Alekiem po gruzińsku. Należał on do wielu podobnie ubranych jak on i biegających wśród całego tego rozgardiaszu mężczyzn. Mężczyzna pokazywał nam drogę pomiędzy pojazdami, aż do momentu kiedy nie było już żadnego wolnego miejsca dla naszego całkiem sporego auta. Zatrzymaliśmy się w konsternacji patrząc na odbijające się w kałużach światła reflektorów. Chociaż już nie padało, to niebo raz po raz rozjaśniały błyskawice. Z ciemności wyłonił się ten sam męźczyzna i Aleko wręczył mu paszporty. Mężczyzna ponownie zniknął w ciemnościach. Spojrzałam na odbicie Pawła w bocznym lusterku i widziałam, że jest zmieszany i trochę spięty, ale przecież Aleksander wjeżdżał do swojego kraju i na pewno wiedział co robi… Grupka mężczyzn kręciła się cały czas między autami, krzycząc i nawołując do siebie. Jeden z nich w końcu podszedł do Aleka i oddał z powrotem paszporty, my odetchnęliśmy z ulgą, a nasz kierowca wręczył mu w zamian kilka banknotów. Następnie nasze oczekiwania zostały przedłużone ze względu na nieznane nam problemy z dokumentami wozu Aleka. Celnicy długo naradzali się i prosili o dodatkowe papierki, kwitki. Kiedy mieliśmy już powyżej uszu podejrzliwych spojrzeń i niekończących się kontroli, niespodziewanie okazało się, że wszystko jest w porządku i możemy jechać!

Leave a Reply