Co robić w Tibilisi?

27.08.2011

Teraz siedzę na dworcu w Sofii i wcale nie jestem przekonana, że decyzja o podróżowaniu samej była tak świetna…

Ale powinnam opowiedzieć wszystko po kolei…

Kiedy opuściłam Pawła poczułam zew wolności, ale wiedziałam że jeśli chcę jechać stopem do Polski to bezpieczniej byloby mieć partnera podróży.

Jak tylko znalazłam miejsce do spania (mały przytulny hostel na ostatnim piętrze wysokiej kamiennicy) i trochę sobie odpoczęłam, spotkałam się z Yurim, chlopakiem z Holandii, który był w drodze powrotnej z Kazachstanu. Pierwszą rzeczą jaką zauważylibyście u Yuriego, to jego plecak. Był ogromny, z pewnością większy od samego właściciela. Dodatkowo z przodu Yuri miał zawieszony mniejszy plecak na wszystkie swoje ‘drogocenne’ rzeczy. Miał zielony T shirt, okrągłe duże brązowe oczy i przerzedzone blond włosy, które swój jasny odcień zawdzięczały łapaniu stopa w pełnym słońcu. Był sympatyczny, a ja lekko zestresowana, bo na początku trudno mi było przyzwyczaić sie do jego akcentu. Po kilku minutach rozmowy, stweirdziił, że jest bardzo głodny, wspominając o tym mówił, żemógłby zjeśc konia, więc poszliśmy coś zjeść. Trafiliśmy do miejsca z ogromnymi kanapkami i włoską kawą. Yuri dżentelmeńsko zaproponowa, że zapłaci. Chcicałam odmówić ale on na to opowiedział mi swoją historię. Mówił dużo tym jak wyglądał jego autostop w Kazachstanie i jak wiele nieznani ludzie mu pomogli. Pewnego dnia w jednym z samochodów poznali poczciwą staruszkę, która tak strasznie martwiła się o ich podróż w nieznane,że postanowiła im pomóć. Po opuszczeniu samochodu, zanim jeszcze zdążyli złaać kolejnego stopa, pobiegła za nimi i wcisnęła im do ręki pieniądze. Nie mieli szansy zaprotestować. Po późniejszym przeliczeniu okazało sie że ‘babuszka’ podarowałą im równowartość 500 euro! Słysząc o tym, już nie opierałam się żeby to Yuri płacil za lunch. Oprócz tego dowiedziałąm się o jego drodze z Amsterdamu aż po Syberię- wszystko autostopem! Moja podróż przy jego przygodach wydawała mi się taka mała i niepozorna. Jednak wysłuchał też i mojej historii. Potem zaprowadziłam go do znalezionego przeze mnie hostelu. Miejsce w pokoju kilkuosobowym było tanie (35 zl za noc) i postanowiliśmy, że Yuri też się tam zatrzyma. Mieliśmy całkiem sporo czasu do zachodu słonca wię pojechaliśmy nad Tibiliskie morze. Zwane morzem, jest ono w rzeczywistości rozległym jeziorem, w ktorym kąpią się mieszkańcy Tbilisi. Bylo bardzo fajnie. Nawet trochę popływałam. Musieliśy się potem szybko zbierać, bo zaczęła się psuć pogoda. Uciekliśmy przed pierwszymi kroplami deszczu do marszrutki, ale w drodze powrotnej, ściśnięci wraz z innymi pasażerami, widzieliśmy jak ulice zalewają strugi letniego deszczu.

W drodze powrotnej kupiliśmy ogromnego arbuza. W hostelowej kuchni rozkrojiliśmy tego giganta i podzieliliśmy się z innymi podróznikami. Przeważali wśród nich Polacy. Jedna polska para opowiadała nam o swoim pobycie w Kazachstanie na wykopaliskach- byli archeologami. Ich historie niczym nie ubliżały historiom wielkich podróżników, dobrze się ich słuchało. Potem był Francuz i jeszcze inni Polacy. Kiedy Yuri już poszedł spać, ja chcąc porozmyślać o tym wspaniałym dniu, wyszłam na taras na samym dachu budynku. Widać było światła Tibilisi. Ciche, żółte, bezpiecznie przytulne światła otaczających nas domów i kolorowe światełka centrum. Stałam w ciemności dużego tarasu i patrzyłam na nocny krajobraz, nie mogąc się nadziwić jakie to piękne. Dziękowałam w duszy, że mogę to wszystko oglądać, że jeszcze miałam szansę zakochać się w Tibilisi, dziękowałam za chwilę obecną. Byłam szczęśliwa. Tak, to był właśnie ten jeden z nielicznych momentów, które jeszcze potem miałam kilka razy w życiu, głównie w podrózy. Kiedy się nie czuje nic oprócz szczęścia, spełnienia i takiego spokoju, pewności, że wszystko będzie dobrze.

Na tarasie było tak niesamowicie pięknie, że zaczęłam się dziwić dlaczego oprócz mnie nikogo tam nie ma. Nie musiałam długo czekać, bo moment później zjawiło się dwóch chłopaków, też z Polski. W recepcji można było kupić zimne piwo, więc każdy z nas wziął sobie po jednym. Siedzieliśmy potem do późnej nocy, gdzieś nad dachami Tibiliskich domów i gadaliśmy o Gruzji. Chłopcy dopiero co przyjechali. Przeczytali dużo książek o Gruzji i byli wszystkiego ciekawi. Miałam nadzieję, że ich wycieczka się uda. Kiedy moinowi znajomi poszli spać, zostałam na tarasie sama. Wiedząc że jutro wyjeżdżam, chciałąm zapamiętać jak najwięcej. Tibilisi to nietypowe miasto, będące mieszanką Azji i Europy. Wszystkie drogi w Gruzji krzyżują się własnie w nim. Spędziłam tak wiele czasuzbijając bąki w pokoju obskórnego hotelu Marylin, że miałam okazji bliżej poznać Tibilisi. To był mój pierwszy dzień ‘na wolności’ i był cudowny. Wszystko wydawało się na nowo ekscytujące i nowe. Obserwowałam podpitych mężczyzn idących ulicą i dzielącyc się ostatnią paczką papierosów, Gruzina z ogromnym brzuchem wyglądającego przez balkon żey zbaczyć co to za hałasy na dole, wystrojoną dziewczynę stukającą wysokimi szpilkami po wąskim chodniku. To właśnie była Gruzja, ta wspaniała, czasami zupełnie niepojęta mieszanka. A jednak tego wieczoru wszystko tworzyło niepowtarzalna całość. To był jeden z najbardziej udanych dni w moim życiu. Teraz czas żeby w końcu go zakończyć i pójść spać. Zeszłam na dół, położyłam się w czyściutkiej pościeli i natychmiast zasnęłam.

One thought on “Co robić w Tibilisi?”

  1. Pingback: Norwegia

Leave a Reply