Casablanca express

04.04.2012

Chefchauen o poranku, ciężka mgła wisząca nad miastem, odbijający się w niej błękit domów, nawoływania muzzeinów, ciemne świerki na zboczach gór prześwitujące raz po raz przez płynące chmury, zapowiedź zbliżającego się deszczu. Zimny prysznic. Powtarzając sobie, że nie jestem mięczakiem, umyłam się dzielnie cała w lodowatej wodzie.

Poszliśmy na kawę, spakowaliśmy się, pożegnalismy naszych znajomych i wyruszyliśmy dalej.

Kiedy staliśmy na drodze do Casablanki/ Ouzame zaczął padać deszcz. Nie tak wyobrażałam sobie Afrykę. Ale faktem było to, że tak na prawdę nic o niej nie wiedziałam, więc nie mogłam mieć pretensji…

Padało na prawdę mocno i do tego wiał silny wiatr. Próbowaliśmy schronić się pod bezlistnym drzewem, potem w progu jednego z domów, które stały przy drodze, ale nic z tego. Czarne chmury przemykały przez niebo a na ziemi zaczęły pojawiać się rosnące z każdą minutą kałuże.

Od strony miasta nadchodziły grupki dzieci, które musiały skończyć lekcje, bo ciągnęły długim sznurem wzdłuż deszczowej ulicy. Niektóre z kolorowymi parasolkami, niektóre nie miały nawet kurtek. Starsze pilnowały młodszych. Z tylko znaną dzieciom rezolutnością, wyznaczały swoją własną ścieżkę pomiędzy kałużami, obserwowały uginające się pod ciężarem kropli drzewa, następnie kierując wzrok na nas i wpatrując się swoimi ogromnymi pięknymi marokańskimi oczami. Te odważniejsze machały , pozdrawiając wesołym ‘hola!’

Dzieci w Maroku są inne od tych w Europie.  Tutaj często muszą pilnować ‘się same’, lub pilnują siebie nawzajem, albo po prostu wszyscy uczestniczą w ich opiece. To normalne wziąć obce dziecko na ręce, zacząć z nim rozmowę, przytulić czy pożartować. Marokańczycy uwielbiają dzieci i okazują im dużo serdeczności. To samo dotyczy upominania. To całkiem częste, zwrócenie uwagi, czy wręcz nakrzyczenie na obce dziecko, jeśli okazuje brak szacunku starszym albo coś przeskrobie. Dzięki temu, tutejsze dzieci są o wiele grzeczniejsze i nie brak im szacunku dla dorosłych. Zupełnie inaczej niż w Europie.

Tego deszczowego dnia, dzieci utrudniały nam łapanie stopa. Zajmowały większość mokrej betonowej drogi. Dopiero wtedy kiedy już porządnie zmokliśmy, zatrzymało się auto i kierowca podwiózł nas 50 km dalej. Stamtąd już bez problemu znaleźliśmy następnego naszego wybawcę, jadącego do Melmes, z którym rozmawialiśmy po hiszpańsku. Tradycyjnie zaprosił nas na marokańską herbatę i na koftę*.

W Melmes, ze względu na deszcz i późną godzinę, wzięliśmy pociąg do Casablanki (kosztował nas ok 10 euro).  Przypominał on trochę pociągi w Polsce. Szybko pokonaliśmy nim pozostały dystans. Nie było w nim dużo ludzi, więc korzystaliśmy z przestrzeni. Chodziliśmy po przedziałach, paliliśmy papierosy w otwartych drzwiach, obserwowaliśmy jak grupka Marokańczyków ucieka przed kontrolą biletów, ukrywając bryłki haszyszu w skarpetkach, przyglądaliśmy się oddalającym się torom i położonym wzdłuż nich miastom, przez tylne drzwi pociągu. W końcu siedliśmy w jednym z pustych przedziałów, słuchaliśmy muzyki z Ipoda od J. i śpiewaliśmy na głos, śmiejąc się jak szaleni.

Słońce zaszło za płaskim horyzontem, a my zbliżaliśmy się do Casablanki. Szczupły chłopak w afro wszedł do przedziału, żeby spytać o długopis. ‘Casablanca??’ ‘Next! Next stop’. Pozbieraliśmy nasz rozgardiasz i zaczęliśmy wysiadać, jeszcze na odchodnym tłumacząc, że nie, nie chcemy kupić haszyszu…

W Casablance są dwie stacje. To była ta właściwa, bo ‘pociąg się jednak zatrzymuje tylko na tej’- jak już potwierdziliśmy tą wersję pytając z trzy osoby, wyszliśmy na dworzec. Wszyscy jak zawsze do nas zagadywali. Taxi, hotel, telefon??!! Mieliśmy spać u dziewczyny na couchsurfingu, ale nasz telefon nie działał.  Nie wiedzielismy od czego zacząć.

Gruby taksówkarz podszedł w ciemności, pytając jak nam pomóc. Nadal pamiętałam historie, jak to miejscowi udają, że chcą pomóc i zarabiają sobie na łatwowiernych turystach, więc niepewnie wytłumaczyłam, że musimy zadzwonić.  Kierowca bez problemu zadzwonił ze swojego telefonu i pozwolił nam rozmawiać z Sanae. Po dwóch słowach przywitania które z nią zamieniłam, chciała ponownie rozmawiać z taksówkarzem…. Za to po chwili on stwierdził, że musimy wziąć taksówkę do szpitala, którego nazwy nie zrozumieliśmy (chociaż J. twierdził że coś tam zrozumiał). Przez głupie, gdzieś wcześniej zasłyszane historie, nie potrafiliśmy do końca zaufać Marokańczykom. To było bez sensu. Doszłam do wniosku, że ludzie którzy rzekomo zostali w Maroku ‘oszukani, po prostu nie rozumieli tutaj panujących zasad ani kultury. Z reguły Marokańczycy są bardzo pomocni, a oszustwo to coś, co traktują jako ujmę na honorze. Jeśli tylko ma się w nich wiarę, na pewno nie zawiodą. My jednak tego jeszcze nie wiedzieliśmy i kręciliśmy się po dworcu bez celu, omawiając wszystkie za i przeciw, aż w końcu wzięliśmy tą taksówkę.

Próba wytłumaczenia kierowcy gdzie chcemy jechać. Nasz francuski to katastrofa, on w ogóle nie powinien być nazywany francuskim. ‘Hospital’, ‘How is hospital in French??’, ‘Yeah, hospital, but how the hell do you say that!?’, ‘Opitel! opitel!’ Istne szaleństwo! Do tego taksówkarze w Casablance jeżdżą jak wariacii! Trzeba im przyznać, że są królami drogi. Łamią zdecydowanie wszystkie możliwe przepisy. Jeździ się bez pasów, gdyż ich zapinanie jest bardzo źle widziane. Ja raz dostałam niezłą reprymendę za to, że chciałam je zapiąć!

Podobno mieszkańcy Casablanki mówią, że pierwsza zasada jazdy w mieście brzmi ‘Nigdy nie jedź za taksówką!!’. Na ulicach codziennie jakaś taksówka PRAWIE zderza się z innym samochodem, jednak w ostatnim momencie (prawdopodobnie wjeżdżając na przeciwległy pas) unika stłuczki. Trudno stwierdzić, czy tak jak sami mówią o sobie taksówkarze, są najlepszymi kierowcami w mieście czy nie. Gdyż niektóry z ich sztuczek, na prawdę wzbudzają podziw..

* KOFTA- kulki z mięsa mielonego, cebuli, czasami z dodatkiem innych warzyw i przypraw

2 thoughts on “Casablanca express”

  1. Very good blog you have here but I was curious if you knew of any community forums that cover the
    same topics talked about here? I’d really like to be a part of online community where
    I can get opinions from other experienced people that share the same
    interest. If you have any suggestions, please let me know.

    Many thanks!

Leave a Reply